Spółka w Estonii. Czego nie mówią materiały marketingowe?
Estońskie spółki są dziś sprzedawane polskim klientom w pakietach w stylu „założymy ci OÜ za 99 EUR” – online, w jedno popołudnie, z e-rezydencją i obietnicą zerowego CIT do momentu wypłaty dywidendy.
Wszystko to jest prawdziwe.
Z punktu widzenia prawa estońskiego.
Z punktu widzenia polskiego prawa zaczyna się jednak druga historia, której folder marketingowy nie opowiada – bo i nie musi. Estoński sprzedawca odpowiada za stronę estońską. Polski rezydent odpowiada za stronę polską. A polska strona to dwa odrębne testy, którym taka spółka i jej polski właściciel są poddawani od dnia założenia.
Które informacje na temat spółek estońskich są prawdziwe?
Estoński system distributed profits tax istnieje od 2000 r. i działa mniej więcej tak, jak opisują to materiały sprzedażowe. Estońska spółka nie płaci CIT od bieżących zysków, dopóki ich nie wypłaci wspólnikom w formie dywidendy lub ekwiwalentu. W roku, w którym dystrybucja nie następuje, podatek dochodowy spółki wynosi zero. To nie jest sztuczka ani luka, lecz świadoma decyzja estońskiego ustawodawcy o opodatkowaniu konsumpcji, a nie produktywności kapitału. E-rezydencja jest legalna i działa. Założenie spółki online w jedno popołudnie – również. Adres rejestrowy w Tallinie i obsługa księgowa przez estońską firmę – wszystko można kupić zdalnie. Spółka jest realnie zarejestrowana, ma estoński numer w rejestrze handlowym, działa pod estońskim prawem.
Aż do momentu, w którym polski urząd skarbowy zada pierwsze pytanie.
O czym estońscy pośrednicy nie mówią polskim klientom?
Polski rezydent będący właścicielem estońskiej OÜ (zwykle osaühing, odpowiednik sp. z o.o.) jest poddawany dwóm odrębnym testom polskiego prawa, których konsekwencje są inne.
Pierwszy to test zagranicznej jednostki kontrolowanej (CFC) pod art. 30f ust. 3 ustawy o PIT. Skutkiem niekorzystnego rozstrzygnięcia jest opodatkowanie 19% podatkiem od dochodu spółki przypadającego na udziałowca, niezależnie od tego, czy doszło do wypłaty. Innymi słowy: nawet jeśli zyski leżą w Estonii, polski fiskus może żądać podatku tak, jakby udziałowiec już je otrzymał.
Drugi to test miejsca zarządu pod art. 3 ust. 1a ustawy o CIT, obowiązujący od 1 stycznia 2022 r. Skutek jest dotkliwszy: cała spółka, mimo formalnej rejestracji w Estonii, zostaje uznana za polskiego rezydenta podatkowego i opodatkowana w Polsce od całości swoich dochodów na zasadach ogólnych.
Krótko: CFC dotyka udziałowca; test miejsca zarządu odnosi się do spółki.
Każdy z tych testów wymaga osobnej analizy, a czasami osobnego wniosku o interpretację indywidualną.
Pierwsza pułapka: test CFC
Polskie przepisy o CFC zostały wprowadzone w 2015 r. i znowelizowane w 2018, 2019 oraz – najpoważniej – w 2022 r. (Polski Ład). Każda z tych zmian przesuwała punkt ciężkości. Konsekwencja jest taka, że interpretacja indywidualna z 2018 r. i interpretacja z 2025 r. mogą wyciągać przeciwne wnioski o spółce identycznie zorganizowanej, mimo że obie są prawidłowe, każda na gruncie swojego stanu prawnego. Klient szukający odpowiedzi w internecie trafia więc na materiały, które są zgodne ze sobą tylko w tym, że są wzajemnie sprzeczne.
Aktualnie art. 30f ust. 3 PIT przewiduje pięć alternatywnych ścieżek kwalifikacji jako CFC. Cztery z nich rzadko aktywują się dla typowej spółki estońskiej. Chodzi o raje podatkowe (Estonia nie jest), jurysdykcje bez umowy o wymianie informacji podatkowych (z Estonią Polska ma umowę z 1994 r. zapewniającą wymianę), spółki holdingowe z dominującymi aktywami pasywnymi oraz spółki o niskiej substancji generujące ponadprogowy dochód. Praktyczny ciężar leży na ścieżce trzeciej.
Punkt 3 wymaga łącznego spełnienia trzech warunków:
(a) Kontrola. Polski rezydent, samodzielnie lub wspólnie z podmiotami powiązanymi (a od 1 stycznia 2022 r. także z innymi polskimi rezydentami posiadającymi co najmniej 25% udziałów lub praw głosu), posiada ponad 50% udziałów, praw głosu lub praw do udziału w zysku, albo sprawuje nad spółką kontrolę faktyczną.
(b) 33% przychodów pasywnych. Co najmniej jedna trzecia przychodów spółki w roku podatkowym pochodzi z katalogu „pasywnych”: dywidendy, odsetki, należności licencyjne, zbycie udziałów, ale od 2022 r. także usługi doradcze, księgowe, badania rynku, reklamowe, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, najem i dzierżawa, a także transakcje z podmiotami powiązanymi pozbawione wartości dodanej.
(c) Faktycznie zapłacony podatek. Podatek faktycznie zapłacony przez spółkę jest niższy o co najmniej 25% od podatku, jaki płaciłaby w Polsce przy stawce 19% CIT.
Dla typowej estońskiej OÜ kontrolowanej przez polskiego rezydenta warunek (a) jest oczywiście spełniony. Warunek (c) również – bo estoński distributed profits tax oznacza, że spółka, która nie wypłaca dywidendy, w danym roku po prostu nie płaci CIT. Zero jest niższe od 19% o więcej niż 25%. To punkt, w którym komentatorzy internetowi mylą się najczęściej, przedstawiając go jako automatyczny dyskwalifikator. Jest dokładnie odwrotnie: warunek (c) niemal zawsze jest spełniony w latach retencji, ale samo to nic nie przesądza, bo (a), (b) i (c) muszą wystąpić łącznie.
Trzy niezależne drogi wyjścia z reżimu CFC
Powyższe wyliczenie warunków mogłoby sugerować, że spółka świadcząca usługi doradcze, reklamowe lub zarządcze – pasywne w rozumieniu lit. b – jest wobec kwalifikacji jako CFC bezbronna. Tak nie jest. Polski ustawodawca przewidział dla typowej estońskiej OÜ trzy odrębne drogi wyjścia z reżimu CFC, z których każda działa samodzielnie. Wystarczy spełnić warunki jednej.
Droga pierwsza: usługi poza katalogiem (warunek b niespełniony)
Pierwsza droga sprowadza się do precyzyjnego opisu działalności i wykazania, że przychody spółki nie mieszczą się w katalogu „pasywnych”. To droga lingwistyczna, prowadzona w kategoriach orzecznictwa NSA, słownikowych definicji i wcześniejszych interpretacji indywidualnych.
Najnowszy publiczny dowód, że ta ścieżka działa, znajduje się w interpretacji Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 5 września 2025 r. (sygn. 0115-KDIT3.4011.560.2025.2.PS). Stan faktyczny: obywatel Ukrainy, od 2025 r. polski rezydent podatkowy, posiada 52% udziałów w estońskiej spółce świadczącej dwa rodzaje usług (treść zanonimizowana). Spółka nie wypłaca dywidend, nie posiada udziałów w innych spółkach, nie ma nieruchomości, nie świadczy usług na rzecz podmiotów powiązanych. KIS uznał stanowisko za prawidłowe. Decydujący okazał się warunek (b): wnioskodawca szczegółowo wykazał, że usługi spółki nie mieszczą się w katalogu „doradczych”, „badania rynku”, „reklamowych”, „zarządzania”, „przetwarzania danych” ani „najmu i dzierżawy”, z odwołaniem do orzecznictwa NSA i WSA, słowników języka polskiego oraz wcześniejszych interpretacji. Każdy element charakterystyczny dla danej usługi (na przykład „pośrednictwo w przekazywaniu wiedzy” dla doradztwa) został pokazany jako element, którego w faktycznej działalności spółki brak.
Lekcja: spółka świadcząca „usługi konsultingowe”, „marketing dla klientów”, „doradztwo strategiczne” wpada do katalogu wprost, bo od 2022 r. te pozycje są w nim explicite. Spółka świadcząca „usługi techniczne nieobjęte katalogiem”, „rozwój oprogramowania na licencji własnej”, „obrót towarami w modelu logistycznym” ma realną szansę z katalogu wyjść. Klucz polega na precyzji opisu i jego obronie.
Moc ochronna interpretacji i jej granice
Interpretacja Dyrektora KIS z 5 września 2025 r. stworzyła wzór, według którego można skutecznie wyłączyć typową estońską OÜ z reżimu CFC poprzez drogę pierwszą. Moc ochronna takiej interpretacji nie jest jednak absolutna i polski rezydent, który zamierza z niej skorzystać, powinien znać jej granice.
Zasada gwarancyjna sformułowana w art. 14k § 1 Ordynacji podatkowej stanowi, że zastosowanie się do interpretacji indywidualnej nie może szkodzić wnioskodawcy. Funkcja ochronna realizuje się nie przez to, że organ podatkowy zostaje związany interpretacją (nie jest – interpretacja nie stanowi źródła prawa), lecz przez to, że nawet w razie wydania decyzji sprzecznej z interpretacją wnioskodawca nie ponosi negatywnych konsekwencji, jeśli się do niej zastosował.
Ustawodawca odróżnia dwa zakresy tej ochrony. Szeroka ochrona (art. 14m § 1 Ordynacji podatkowej) oznacza zwolnienie z obowiązku zapłaty podatku w zakresie wynikającym ze zdarzenia będącego przedmiotem interpretacji – pod warunkiem, że skutki podatkowe wystąpiły po doręczeniu interpretacji wnioskodawcy. Wąska ochrona obejmuje brak odsetek za zwłokę i brak konsekwencji karnoskarbowych, ale nie zwalnia z zapłaty samego podatku – i ma zastosowanie, gdy skutki podatkowe nastąpiły przed otrzymaniem interpretacji. Z perspektywy klienta planującego założenie estońskiej OÜ implikacja jest praktyczna: wniosek o interpretację powinien zostać złożony przed rozpoczęciem działalności w określonym profilu usługowym, nie po. To zapewnia szeroką ochronę i pozwala wnioskodawcy realnie ukształtować rzeczywistą działalność spółki zgodnie z opisem we wniosku.
Najpoważniejszą pułapką jest jednak co innego: ochrona przysługuje wyłącznie w zakresie, w jakim stan faktyczny przedstawiony we wniosku odpowiada rzeczywistemu stanowi faktycznemu, ustalonemu później przez organ kontrolny. Jeżeli w toku postępowania podatkowego organy ustalą stan faktyczny w sposób odmienny od tego, który stanowił podstawę interpretacji, interpretacja ta – w zakresie różnicy stanów faktycznych – nie uzasadnia ochrony prawnej.
Dla typowej estońskiej spółki oznacza to trzy konkretne ostrożności.
Po pierwsze, opis usług we wniosku musi odzwierciedlać rzeczywisty zakres działalności. Jeżeli we wniosku spółka deklaruje świadczenie wyłącznie „usług technicznych nieobjętych katalogiem”, a w rzeczywistości oferuje także doradztwo strategiczne, badanie rynku lub usługi marketingowe – interpretacja nie chroni w zakresie tych dodatkowych świadczeń. Organ kontrolny może w tym zakresie uznać warunek (b) z art. 30f ust. 3 pkt 3 PIT za spełniony, a spółkę za CFC, mimo formalnego posiadania pozytywnej interpretacji.
Po drugie, zmiana modelu biznesowego po uzyskaniu interpretacji wymaga nowej interpretacji. Każda istotna modyfikacja profilu usługowego – wprowadzenie nowej linii usług mieszczących się w katalogu, zmiana struktury przychodów, dodanie usług dla podmiotów powiązanych – może podważyć moc ochronną poprzedniej interpretacji w zakresie nowych elementów.
Po trzecie, nie każda rozbieżność pozbawia ochrony. Z orzecznictwa wynika, że istotne są wyłącznie te elementy stanu faktycznego, które mają wpływ na ocenę skutków podatkowych. Rozbieżności w elementach nieistotnych (na przykład w sposobie organizacji bieżącej obsługi księgowej, jeśli nie zmienia to klasyfikacji usług) nie podważają mocy ochronnej. Stąd praktyczna reguła sporządzania wniosku: opis powinien być rzetelny, ale skupiony na elementach, które rzeczywiście mają znaczenie dla kwalifikacji. Nadmiar szczegółów zwiększa ryzyko, że jakaś okoliczność opisana we wniosku ulegnie zmianie albo zostanie inaczej zrozumiana w postępowaniu kontrolnym.
Interpretacja indywidualna jest narzędziem strategicznym, ale nie polisą ubezpieczeniową. Chroni wnioskodawcę w zakresie tego, co zostało prawdziwie opisane – i ani sentymetra dalej.
Droga druga: rzeczywista działalność gospodarcza w UE lub EOG
Drugą drogą wyjścia jest art. 30f ust. 18 PDOFizU. Stanowi on, że przepisów o CFC nie stosuje się, jeżeli zagraniczna jednostka kontrolowana:
- podlega opodatkowaniu od całości swoich dochodów w państwie UE lub EOG (Estonia spełnia ten warunek),
- prowadzi w tym państwie istotną rzeczywistą działalność gospodarczą.
To wyłączenie obejmuje nie tylko obowiązki ewidencyjne, ale sam obowiązek podatkowy. Doktryna jest tu jednoznaczna: stwierdzenie prowadzenia rzeczywistej działalności gospodarczej jest przesłanką wystarczającą do uniknięcia opodatkowania, nawet jeśli wszystkie warunki kwalifikujące spółkę jako CFC są spełnione (W. Modzelewski, J. Bielawny, M. Słomka, Komentarz do art. 30f PDOFizU, wyd. 25, 2026, pkt II.8). Konstrukcja ma swoje źródło w wyroku TSUE w sprawie Cadbury Schweppes (C-196/04 z 12.9.2006 r.); polski ustawodawca wprowadził ten wyjątek, żeby reżim CFC pozostał zgodny ze swobodą przedsiębiorczości w UE.
Pojęcie „istotnej rzeczywistej działalności” doprecyzowuje art. 30f ust. 20 PDOFizU, wymieniając w katalogu otwartym takie elementy jak: zarejestrowanie spółki wiąże się z istnieniem przedsiębiorstwa, w ramach którego wykonuje ona faktyczne czynności gospodarcze; posiada lokal, wykwalifikowany personel oraz wyposażenie wykorzystywane w prowadzonej działalności; nie tworzy struktury funkcjonującej w oderwaniu od ekonomicznych przyczyn; istnieje współmierność między zakresem działalności a faktycznym posiadanym lokalem, personelem lub wyposażeniem; spółka samodzielnie wykonuje swoje podstawowe funkcje gospodarcze przy wykorzystaniu zasobów własnych. Ust. 20a dodaje przesłankę proporcjonalną: ocenie podlega stosunek przychodów spółki z rzeczywistej działalności gospodarczej do jej przychodów ogółem.
To droga substancjalna. Działa nawet dla spółki świadczącej usługi typowo pasywne – pod warunkiem, że są one realnie wykonywane w Estonii przez estoński personel z estońskiej infrastruktury.
Droga trzecia: dystrybucja zysków z estońskim podatkiem (warunek c niespełniony)
Estoński distributed profits tax wynosi w 2025 i 2026 r. 22% kwoty dystrybuowanej (formalnie 22/78 wartości netto wypłaty). To więcej niż polskie 19% CIT. W roku pełnej dystrybucji, w którym Estonia faktycznie pobrała 22% podatku, warunek (c) – faktycznie zapłacony podatek niższy o co najmniej 25% – po prostu nie jest spełniony, bo Estonia pobrała więcej, niż pobrałaby Polska.
To droga dochodowa: działa wąsko (tylko w latach realnej dystrybucji), ale jest pewna i nie wymaga argumentacji o charakterze świadczonych usług ani o substancji. Jeżeli właściciel akceptuje, że estoński 22% DPT jest płacony przy wypłacie zysków, kwestia CFC w tym roku po prostu znika, niezależnie od katalogu z lit. b.
Każda z trzech dróg działa niezależnie. W praktyce typowa estońska OÜ kontrolowana przez polskiego rezydenta może wyjść z reżimu CFC pierwszą lub drugą drogą stale (lit. b albo ust. 18), a trzecią – kiedykolwiek decyduje się realnie wypłacić zyski. Wybór nie jest „albo, albo”; jest portfelem opcji.
Druga pułapka: miejsce zarządu
Najpoważniejszym ryzykiem dla typowej „spółki estońskiej kupionej przez Polaka” nie jest jednak CFC. Jest nim miejsce zarządu.
Z dniem 1 stycznia 2022 r. ustawodawca dodał do art. 3 ustawy o CIT przepis ust. 1a, zgodnie z którym miejsce zarządu podatnika na terytorium RP występuje, gdy jego bieżące sprawy są prowadzone w sposób ciągły i zorganizowany na podstawie umowy, decyzji, orzeczenia sądu lub innego dokumentu, albo na podstawie relacji między podmiotami powiązanymi, z których jeden wywiera znaczący wpływ na inny. To narzędzie zaprojektowane wprost przeciwko strukturom, w których spółka ma formalną rejestrację za granicą, ale „mózg operacyjny” pozostaje w Polsce.
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie w wyroku z 20 lipca 2022 r. (I SA/Sz 320/22) doprecyzował, że miejscem faktycznego zarządu jest „to, w którym odbywa się faktyczne zarządzanie podmiotem, podejmowane są decyzje w kluczowych dla podmiotu sprawach, a więc mające istotne dla podmiotu znaczenie zarówno z ekonomicznego, jak i funkcjonalnego punktu widzenia”. Decyduje materia, nie forma. Spółka, której właściciel pracuje przez polski komputer, podpisuje umowy z polskiego biurka i decyduje o cenach w polskiej kawiarni, jest zarządzana z Polski – choćby formalnie miała estońską licencję na e-rezydencję i adres w Tallinie.
Tu jednak konstrukcja zyskuje nieoczekiwany ratunek traktatowy. Polsko-estońska umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania z 9 maja 1994 r. zawiera w art. 4 ust. 3 nietypową regułę rozstrzygającą konflikty rezydencji dla osób niefizycznych: „Jeżeli osoba nie będąca osobą fizyczną ma siedzibę w obu Umawiających się Państwach, to uważa się ją za mającą siedzibę w tym Umawiającym się Państwie, z którego prawa wywodzi się jej status„. To formuła nieodpowiadająca standardowemu modelowi OECD (ani temu sprzed 2017 r., w którym tie-breaker odwoływał się do miejsca faktycznego zarządu, ani temu z 2017 r., w którym wprowadzono procedurę porozumiewania się organów). Odsyła ona w istocie do prawa rejestracji – państwa, na którego podstawie podmiot powstał i wywodzi swoją osobowość prawną. Estonia nie wybrała opcji modyfikacji art. 4 w Konwencji MLI, więc ta reguła pozostała w mocy w niezmienionym brzmieniu.
W praktyce oznacza to, że estońska OÜ, która wywodzi swój status z estońskiego Commercial Code, na poziomie traktatu pozostaje rezydentem Estonii – nawet jeśli polski organ skarbowy ustali, że jej faktyczny zarząd jest wykonywany z Polski w rozumieniu art. 3 ust. 1a CIT. Treaty defense nie jest pozorna; jest realna. To cecha tej konkretnej UPO, którą Polska negocjowała w 1994 r. w okolicznościach, w których stabilność rezydencji rejestracyjnej była priorytetem dla młodej estońskiej gospodarki.
Ochrona traktatowa nie eliminuje jednak wszystkich konsekwencji. Po pierwsze, art. 5 ust. 2 lit. a tej samej UPO wprost wymienia „miejsce zarządu” jako przykład zakładu. Jeśli więc spółka estońska jest faktycznie zarządzana z Polski, polski organ może argumentować, że ma w Polsce zakład w rozumieniu traktatu. Skutkiem nie będzie pochłonięcie spółki (na poziomie traktatu pozostaje ona estońska), ale przypisanie polskiemu zakładowi zysków faktycznie generowanych w Polsce i ich opodatkowanie na podstawie art. 7 UPO. Konflikt nie znika; przesuwa się z istnienia spółki na alokację jej dochodów.
Po drugie, MLI wprowadziła do polsko-estońskiej UPO klauzulę PPT (test głównego celu – art. 7 ust. 1 MLI). Stanowi ona, że korzyść z umowy nie zostanie przyznana, jeśli można racjonalnie przyjąć, że uzyskanie tej korzyści było jednym z głównych celów konstrukcji. Dla typowej spółki estońskiej z realną estońską działalnością ryzyko PPT jest niskie. Dla skorupy e-rezydencyjnej kontrolowanej przez polskiego rezydenta, której jedyną widoczną racją bytu jest odroczenie polskiego podatku, ryzyko PPT istnieje i może w sporze sięgnąć po traktatową ochronę rezydencji rejestracyjnej.
W praktyce więc obraz wygląda tak: spółka z realną substancją w Estonii wygrywa zarówno na poziomie prawa krajowego (art. 3 ust. 1a CIT nie aktywuje się), jak i na poziomie traktatu (tie-breaker chroniłby ją także w sporze o rezydencję, ale spór nawet nie powstaje). Spółka skorupa traci na poziomie prawa krajowego, ale wciąż jest chroniona przez tie-breaker traktatowy – po tej obronie zostają jednak zyski zakładu polskiego (art. 5 i 7) oraz potencjalnie klauzula PPT. Substancja w Estonii pozostaje argumentem o najszerszym zasięgu, ale tie-breaker z art. 4 ust. 3 UPO jest dla typowej konstrukcji estońskiej osobnym, niezależnym poziomem ochrony – którego w analogicznych konstrukcjach na Cyprze, Malcie czy w Holandii by nie było.
Kolejnym problemem jest też podatek VAT, który zostaje poza zakresem polsko-estońskiej UPO, odnoszącej się tylko do podatków od dochodu i majątku. Spółka której substancja biznesowa jest w Polsce, nawet jeśli na poziomie traktatu pozostaje rezydentem Estonii, to podlega podatkowi VAT w Polsce, jeśli dokonuje tu dostawy towarów albo świadczy usługi.
Substancja: jeden argument, który działa na trzy fronty
Marketing pakietów „założymy ci OÜ za 99 EUR” sprzedaje skorupę. E-rezydencja, adres rejestrowy, online obsługa księgowa – wszystko to są warstwy administracyjne, a nie substancja ekonomiczna. Dla polskiego fiskusa różnica jest fundamentalna z trzech powodów jednocześnie. Po pierwsze, substancja jest podstawą drogi drugiej wyjścia z reżimu CFC (art. 30f ust. 18 PDOFizU). Po drugie, substancja neutralizuje test miejsca zarządu z art. 3 ust. 1a CIT – jeśli zarząd faktycznie działa z Estonii, polski test nawet się nie aktywuje. Po trzecie, substancja chroni przed doktryną zakładu z art. 5 i 7 UPO i przed klauzulą PPT z MLI – jeśli kluczowe funkcje są wykonywane w Estonii, polski zakład nie powstaje, a PPT nie ma czego kwestionować. Kontrole podatkowe związane ze zmianą rezydencji wychodzą dziś od pytań właśnie o substancję, bo jest to argument o najszerszym zasięgu obronnym.
Spółka estońska, która naprawdę działa również z perspektywy polskiego prawa, ma co najmniej kilka elementów. Estońskiego rezydenta jako członka zarządu, który podejmuje decyzje operacyjne na miejscu. Biuro w Estonii, w którym wykonywana jest praca, a nie jedynie skrytkę pocztową. Pracowników lub zakontraktowanych specjalistów zatrudnionych w Estonii. Przychody, które w istotnej części są generowane z transakcji z klientami spoza grupy polskiego właściciela. Ślady decyzji – protokoły, korespondencja, kalendarz – zapadające w Estonii.
To nie jest test wszystko-albo-nic. Im więcej tych elementów jest faktycznie obecnych, tym mocniejsza pozycja w razie kontroli – i tym bardziej spółka korzysta z potrójnego zabezpieczenia: ust. 18 wyłącza CFC, faktyczny zarząd z Estonii blokuje art. 3 ust. 1a CIT, a brak polskiej substancji eliminuje zakład i odpowiedź na PPT. Spółka, której właściciel jest jedynym członkiem zarządu, mieszka w Warszawie, pracuje z domu i kontaktuje się z estońską księgową raz na kwartał, nie jest taką spółką pod żadnym z tych względów – traktatowy tie-breaker z art. 4 ust. 3 UPO ją chroni, ale tylko od pochłonięcia jako całości; nie chroni zysków przypisanych polskiemu zakładowi. Pomiędzy tymi biegunami znajduje się szara strefa, w której kontrola podatkowa może wyjść w obie strony.
Cztery pytania przed założeniem spółki w Estonii
Polski rezydent rozważający założenie spółki w Estonii „dla optymalizacji” powinien zadać sobie cztery konkretne pytania, zanim zapłaci za pakiet rejestracyjny.
Pierwsze: czym moja spółka będzie się zajmować i czy te usługi mieszczą się w katalogu pasywnym? Doradztwo, konsulting, marketing, reklama, badania rynku, zarządzanie, najem, dzierżawa – usługi są w katalogu wprost od 2022 r., więc droga pierwsza (lit. b) nie zadziała; pozostaje wówczas droga druga (substancja) i trzecia (dystrybucja). Obrót towarami, rozwój oprogramowania, usługi techniczne nieobjęte katalogiem – droga pierwsza działa, a droga druga jest opcjonalnym wzmocnieniem.
Drugie: kto będzie podejmować bieżące decyzje operacyjne i z jakiego kraju? Jeżeli odpowiedź brzmi „ja, z mojego polskiego biurka”, spółka jest polskim rezydentem podatkowym w rozumieniu art. 3 ust. 1a ustawy o CIT. Reguła traktatowa z art. 4 ust. 3 polsko-estońskiej umowy odsyła wprawdzie do prawa rejestracji i pozwala spółce zachować estońską rezydencję na poziomie traktatu, ale ten ratunek dotyczy spółki jako całości – nie chroni jednak zysków przypisanych polskiemu zakładowi, który polski organ łatwo zrekonstruuje, jeśli „miejsce zarządu” (wprost wymienione w art. 5 ust. 2 lit. a UPO jako przykład zakładu) jest w Polsce. Klauzula PPT z MLI to ryzyko dodatkowe dla konstrukcji bez substancji.
Trzecie: jaka substancja ekonomiczna będzie w Estonii? Biuro? Pracownicy? Estoński członek zarządu? Klienci spoza grupy polskiego właściciela? Substancja w Estonii pracuje na dwa fronty jednocześnie: uruchamia drogę drugą wyjścia z CFC (art. 30f ust. 18 PDOFizU) i jednocześnie broni przed testem miejsca zarządu. To najbardziej uniwersalna inwestycja w bezpieczeństwo konstrukcji.
Czwarte: jaki jest model dystrybucji zysków? Estoński distributed profits tax oznacza zero CIT, dopóki nie ma dystrybucji – ale wtedy także działa droga pierwsza i druga wyjścia z CFC. Gdy następuje dystrybucja, wkracza estoński 22% CIT dystrybucyjny, polski 19% PIT od dywidendy z możliwym odliczeniem podatku zapłaconego w Estonii, i cała architektura umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania. To moment, w którym aktywuje się droga trzecia wyjścia z CFC – Estonia pobrała 22%, więc warunek (c) nie jest spełniony. Co z tego wynika
Spółka w Estonii nie jest złym pomysłem. Jest narzędziem, które działa tam, gdzie odpowiada rzeczywistości – realnej działalności w Estonii, z estońską substancją i przewidywalnym modelem dystrybucji zysków. Polski ustawodawca przewidział dla takiej konstrukcji nie jedną, lecz trzy alternatywne drogi wyjścia z reżimu CFC, a polsko-estońska UPO dodaje do tego nietypowo korzystny tie-breaker rezydencji, niespotykany w analogicznych umowach z Cyprem, Maltą czy Holandią.
Tam jednak, gdzie spółka jest tylko adresem rejestrowym dla polskiego przedsiębiorcy pracującego z polskiego biurka, te ochrony osłabiają się jedna po drugiej: tie-breaker traktatowy wciąż chroni spółkę jako podmiot, ale nie chroni zysków przypisanych polskiemu zakładowi, a klauzula PPT czeka na własną kolej.
Materiały marketingowe sprzedające „OÜ za 99 EUR” opisują estońską stronę transakcji uczciwie. Nie opisują polskiej, bo nie muszą i nie potrafią. Polski rezydent kupuje taką spółkę razem z dwoma testami polskiego prawa, ale także razem z konstrukcyjnymi wyjściami z tych testów. Konsekwencje nie znikają od tego, że nie zostały w folderze sprzedażowym wymienione. Drogi wyjścia działają natomiast wyłącznie wtedy, gdy ktoś je rozpozna i z nich skorzysta – a interpretacja indywidualna, choć potężna, chroni tylko w zakresie tego, co zostało w niej prawdziwie opisane.

Robert Nogacki – radca prawny (WA-9026), założyciel Kancelarii Prawnej Skarbiec.
Są prawnicy, którzy zajmują się prawem. I są tacy, którzy zajmują się problemami, na które prawo nie ma gotowej odpowiedzi. Od ponad dwudziestu lat Kancelaria Skarbiec pracuje na przecięciu prawa podatkowego, struktur korporacyjnych i ludzkiej niechęci do oddawania państwu więcej, niż się państwu należy. Doradzamy przedsiębiorcom z kilkunastu krajów – od tych z listy Forbesa po tych, którym fiskus właśnie zajął konto i którzy nie wiedzą, co robić jutro rano.
Jeden z najczęściej cytowanych ekspertów prawa podatkowego w polskich mediach – pisze dla Rzeczpospolitej, Dziennika Gazety Prawnej i Parkietu nie dlatego, że to dobrze wygląda w CV, lecz dlatego, że pewnych rzeczy nie da się wyjaśnić w piśmie procesowym i ktoś musi je powiedzieć głośno. Autor AI Decoding Satoshi Nakamoto. Sztuczna inteligencja na tropie twórcy Bitcoina. Współautor nagrodzonej książki Bezpieczeństwo współczesnej firmy.
Kancelaria Skarbiec zajmuje czołowe pozycje w rankingach kancelarii podatkowych Dziennika Gazety Prawnej. Czterokrotny laureat Medalu Europejskiego, laureat tytułu International Tax Planning Law Firm of the Year in Poland.
Specjalizuje się w sporach z organami skarbowymi, międzynarodowym planowaniu podatkowym, regulacjach kryptoaktywów i ochronie majątku. Od 2006 roku prowadzi sprawę WGI – jedną z najdłuższych spraw karnych w historii polskiego rynku finansowego, bo są rzeczy, których nie wolno zostawić w połowie, nawet jeśli trwają dwie dekady. Wierzy, że prawo jest zbyt poważne, żeby traktować je wyłącznie poważnie – i że najlepsza porada prawna to ta, dzięki której klient nigdy nie musi stanąć przed sądem.